NAGŁÓWEK/HTML1

L.A. Dreamers

INFORMACJE/HTML2

❤️‍🔥 Na blogu pojawiła się lista obecności!

❤️‍🔥 Kilka punktów regulaminu uległo zmianie (zaznaczenie kolorem), zapraszamy do zapoznania się z treścią!

❤️‍🔥 Zapraszamy do zapisów! 👁️
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karta postaci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karta postaci. Pokaż wszystkie posty

Here is the root of the root and the bud of the bud and the sky of the sky of a tree called life

None but ourselves can free our minds
Have no fear for atomic energy
'Cause none of them can stop the time
Życie jest pełne wzlotów i upadków. Zmierzamy się z porażkami, by kolejnego dnia powitać dzień sukcesem. Jednym przypada dłuższa zapałka w losowaniu, inni losują tylko drzazgę. Mogę powiedzieć, że w świecie pełnym losowych zdarzeń, nie wyciągnęłam najkrótszej zapałki. Dostałam tak wiele możliwości wyboru, czasem aż kłuje to w oczy, czasem czuję się niegodna świata, w którym żyję. Jednak jestem tu i każdego dnia wybieram, którą ścieżką chcę podążać. Chcę być ciszą, która wybrzmiewa między krzykami. Pustym miejscem między słowami, przerwami między tymi urwanymi trzema kropkami. Pozwól mi być i smutkiem i radością. Spójrz na mnie, gdy stanę nad przepaścią i z odwagą zerknę w dół, dostrzeż mnie, gdy uniosę się w górę, choć wciąż boję się latać. Chcę być tęsknotą i nadzieją. Wizją na lepsze jutro i starym wspomnieniem uchwyconym na fotografii. Jednak ponad wszystko inne pragnę być sobą i nie dać się porwać ciemności otaczającego nas świata. Wciąż chcę pozostać tą dziewczyną, która notorycznie się spóźnia, ponieważ rozprasza ją zwykła codzienność. Tą, która uwielbia uchwycać na zdjęciach prozaiczność, której inni nie dostrzegają. Tą samą, którą wspina się na dachy wieżowców i godzinami wpatruje się w rozgwieżdżone niebo. Tą, która odnajduje się w muzyce i w tańcu, tą, która może godziny spędzić w studiu, dopracowując utwór. Tą, która od czterech lat znajduje się w stanie remisji i rozumie kruchość życia, dlatego trzyma się go kurczowo, obawiając się przede wszystkim żałować nieuczynionego. 
Córka właściciela wytwórni muzycznejStudentka LACMWłaścicielka czarnego kotaGhostwriterkaZa kierownicą starego mustanga
 Nalani Hendrix
 05.05.2000
 Hilo, Hawaje
Historia
Urodzona w Hilo na Hawajach, jako owoc letniego romansu rdzennej Polinezyjki i Kalifornijczyka; została ochrzczona imieniem oznaczającym spokój nieba, ponieważ gdy jej rodzicielka spojrzała pierwszy raz w oczy swojej córki, poczuła euforyczny spokój, podobny do tego odczuwanego podczas spojrzenia w czyste niebo. Jej rodzice, których połączyła jedynie chwila uniesienia, nie zdecydowali się na zawarcie związku, a Nalani do siódmego roku życia mieszkała na Hawajach wraz z matką, utrzymując jednak stały kontakt z ojcem mieszkającym w Los Angeles i rozwijającym swoją wytwórnię muzyczną. W wieku szkolnym Nalani przeniosła się do Kalifornii, po tym jak u jej matki wykryto nowotwór złośliwy. Jej ojciec dopilnował, by kobieta, która sprowadziła na ten świat jego jedyną córkę, została otoczona należytą opieką. Zapewne jedynie dlatego, wbrew początkowym rokowaniom, kobieta przeżyła kolejne dwa lata, ostatecznie jednak pozostawiają na świecie pogrążoną w żałobie dziesięciolatkę. Pierwsze kilka miesięcy po śmierci matki było dla Nalani niezwykle trudne: pogodzenie się z jej odejściem, zaaklimatyzowanie w Los Angeles, które od teraz miało być jej domem oraz przyzwyczajenie się do względnie stałej obecności zapracowanego ojca… Z biegiem czasu zaczęła przyzwyczajać się do nowej codzienności, do krzykliwości Los Angeles, do otaczającego ją pędu, do stałej obecności gosposi i tych cennych godzin w ciągu dnia, które starał się jej poświęcać ojciec. Po spędzeniu większości życia w Los Angeles nie nazwałaby się jednak miejscową Kalifornijką. W tym przypadku odziedziczyła wiele cech po matce, a w jej żyłach płynęła hawajska krew, co łatwo można dostrzec w jej zachowaniu czy postrzeganiu otaczającego ją świata. Mimo wszystko zgodnie z namowami ojca zdecydowała się zostać w Mieście Aniołów, zapisać się na Uniwersytet Muzyki w Los Angeles, a nawet wspierać ojca w jednej z największych wytwórni muzycznych w Stanach Zjednoczonych. 
"Life is a journey, not a destination."
RODZINA

Kiedyś.

MIŁOŚĆ

Kiedyś.

PRZYJACIELE

Kiedyś.

ULOTNE

Kiedyś.

"Life is a journey, not a destination."

Odautorsko.Nalani jest moim takim radosnym promyczkiem. Jej historia została stworzona w dosyć luźny sposób, dlatego jeśli ktoś poszukuje jakiegoś konkretnego powiązania, bardzo możliwe, że z nią uda się coś wykroić. Druga postać (zwłaszcza, gdy w roboczych oczekuje trzeci pan) zapowiada się trudnym zadaniem dla mojego dosyć okrojonego czasu wolnego, jednak ta postać nie chciała wyjść z mojej głowy i musiała powstać.
opis grafiki

Nala

Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion. Rather, follow your most intense obsessions mercilessly.

Maxine Lessard
28.12.1979, Los Angeles – kardiochirurg – powrót z Cleveland, Ohio po 8 latach 
matka zmarłej dziesięć lat temu Uny – była żona nieszczęsnego cudotwórcy

Praca wyrywa ją z łóżka o trzeciej nad ranem, nie pozwala dokończyć kawy, stawia pod ścianą w galerii ludzkiego dramatu. Wybawia od groźnych wycieczek na temat sensu i kruchości życia, brutalności świata, ułomności materii. Pozwala zasnąć, nim myśl wymknie się w kierunku ziejącej czeluści obrazów minionego szczęścia, teraz czarnych i pokurczonych jak uschnięta roślina. W końcu: gubi ją, gdy jeden telefon wystarcza, by wyniosła się z Cleveland z ledwie dwoma walizkami. Dyrektor tamtejszego szpitala słusznie zauważa, że przeprowadziłaby upragnione badania w samym piekle i biorąc pod uwagę fakt, że jest zmuszona wrócić do LA, Maxine bezwiednie przyznaje mu rację.
Wraca, by żyć w trójkącie bermudzkim między domem, szpitalem i basenem. Miasto jest ogromne, lecz przeszłość pełna słodkiej, cuchnącej zgnilizny i ciemnowłosa wie, że żadna nowa trasa jej przed tym nie ochroni. Otoczenie, choć tonie w słońcu, ma w sobie coś z wnętrza śnieżnej kuli; nieruchome skrawki wspomnień jak potępiony hologram wryte są w miejsca i tylko mętny migot tego, co jeszcze żyje, dobitniej nakazuje ugiąć się przed świadomością, że reszta dawno przeminęła. Całe to widowisko pozostawia w ustach gorycz, z którą od dziesięciu lat dr Lessard nie potrafi się pogodzić.

[Cytat Kafki. Wizerunek: Lena Headey. Maxine ma za sobą kawał przeszłości, który chętnie wypełnimy powiązaniami.
darrkslayerr@gmail.com]

Gabriel Blatt





Gabriel Blatt

27 lat biseksualny niepełnoetatowy aktor i model

Wychowywany samotnie przez Matkę, która dwa miesiące temu umarła na nowotwór mózgu. Niespełniony prawnik i z braku pomysłów kiepski aktor i model, bo zaczepiony przez reżysera na ulicy, nie odmówił, a do tej pory nie znalazł nic lepszego. Lojalny i moralny do bólu, choć chwilowo niestabilny emocjonalnie; w nie najlepszej kondycji do podejmowania rozsądnych decyzji. Od niedawna wątpliwej jakości partner, choć przynajmniej dobry w łóżku. Pojawia się i inwestuje uczucia tam, gdzie (chyba) nie powinien.


To trwoga.

Wciągnięta w machinację płuc i w tunel ściśniętej emocjami krtani. Wsunięta sprytnie w tchawicę życia tak gładko, jak wsuwa się bezproblemowo placek ciasta w ściany rozgrzanego piekarnika. On nagrzewa się od razu, rozpalony gorączką życia i podjudzany rodzinnym nieszczęściem do szybkiego chodu. Kiedy idzie nerwowo przez Nowy Jork w stronę szpitala, wzdłuż pasów pęknięć na chodniku, czuje jak linie żył pieką niemiłosiernie. Zagrzane w strachu i w obawie przed utratą jedynej dotąd kochanej i docenianej przez niego w życiu kobiety (kobiety wspólnej krwi), nie dają mu spokoju. Siatka naczyń krwionośnych pali ogniem myśli, schowanych pod pergaminem jasnej skóry.

To odpowiedzialność.

Czuje, jak palce mrowią od miażdżącego go uczucia troski i jak trzymany ciasno w dłoni sweter Matki, zapleciony własnoręcznie przez nią miesiące temu, ciąży w dłoni bardziej, niż plecy zmęczenia i kręgosłup, rozkruszony po godzinach nocnych zmian, dodatkowo branych przez niego na przemian z pracami dorywczymi. W rozpędzonym kole obowiązków, jak w kołowrotku, zapomina o wysiłku wniesionym w studiowanie, o ambicjach młodego chłopaka i o egzaminie z prawa, już za miesiąc, już za tydzień, już za dzień... już za chwilę. Przestaje liczyć.

To determinacja.

Wyrażona w kolejnej próbie przejścia przez egzamin. Wpisana w drżenie ręki i w pochylony nad kartką grzbiet, gdy przygląda się chłodno stronnicom pytań na poprawce. To wtedy, w pięściach uporu, próbuje rozkruszyć kamienie wątpliwości. Piszą osobno, wszyscy studenci jednak na jedną modłę, z naręczem obaw obejmujących każdy ich gest. Ktoś na przedzie w pierwszym rzędzie obgryza paznokcie. Ktoś obok niego kreśli dziurę na kartce nerwowym zakreśleniem. Ktoś gdzieś dalej w kącie – jak on sam – wie, że dziś nie wygra. Nie mówi o tym głośnoi. Wciąż wtyka szczelnie emocje w zamkniętą Puszkę Pandory, wciąż chowa w nich przeciwności losu i udaje, że jest okej. Wciąż też łudzi się, że wyjdzie cało z wyścigu życia, kiedy z rozpaloną nad głową myślą o przyszłości, próbuje zdecydować, kim teraz będzie. Kim, do licha, jest Gabriel Blatt bez tytułu prawnika.

To tęsknota.

Pustka uczucia rozpływająca się w wodach skradzionego szczęścia. Wrząca w odmętach pętla rozmyślań, gdy wspomnieniem dzieciństwa wraca do jej błyszczących radością oczu, i kiedy wspomina uśmiech Matki, rozpięty na jej pełnych, dziedziczonych przez niego ustach. Dziś wargi usychają w wysiłku i w beznamiętności, kiedy wtrącony w pęd życia i w nurt nużącego go czasem działania, zamiera. Jak w klatce, albo w ślepym zaułku, utyka między zimnymi ścianami bez-celu i bez-granicy. Nie znajduje już, jak kiedyś, łatwego wyjścia.

To niesprawiedliwość.

Czuje na karku oddech złośliwości, gdy wniesiona w życie energia, dziś smakuje nostalgią, a jeden nieumyślny krok przynosi mu niestrawność – myśl o stracie. Matki, przyjaciela, nadziei na lepsze życie. Nagle zwężone w ostrzu wdechu pragnienie odzyskania tego, co już za nim (dłużej nieosiągalne) rani przełyk i zmusza do milczenia. W tydzień po pogrzebie przestaje mówić o grobie matki; przestaje łudzić się też, że Elijah wróci. Przestaje czuć się z tym w porządku. Wciągany za kostki nóg do studni dna, walczy. Gnany nieustannym klapsem lojalności i potrzebą bliskości, wraca do źródła straty tam, gdzie wciąż może liczyć na więcej, niż martwą nieobecność. Chwyta się ostatniej brzytwy, sięga po nowy adres Elijaha, by znaleźć coś, kogoś, chuj wie po co i... wyjeżdża. Tak po prostu.

To życie.
(Debiut pogrążonego w błędach decyzji desperata).

_

W tytule Bob Kaufman, Solitudes Crowded With Loneliness.
imprison.men@gmail.com

TEN KTO POWIEDZIAŁ, ŻE ZA PIENIĄDZE SZCZĘŚCIA SIĘ NIE KUPI, NIE ZNA DOBRYCH SKLEPÓW.

LOUISE BASS
Data urodzenia:04.07.2005 r.
Status zawodowy:Uczennica ostatniej klasy liceum
"może nie jesteśmy najmilszymi ludźmi, ale nadrabiamy to urodą i gustem"
Od dziecka wychowywała ją tylko matka, która przez kilkanaście lat wmawiała jej, że nie zna jej ojca i pojawiła się na świecie tylko i wyłącznie dzięki jakiemuś anonimowemu dawcy spermy. Łatwo było w to wszystkim uwierzyć, Amanda Travis – właścicielka sieci ekskluzywnych kurortów wakacyjnych na terenie kilkunastu państw, uchodziła w okolicy za jedną z największych feministek, prężnie działającą na rzecz większej roli kobiet w biznesie i polityce. Przez szesnaście lat perfekcyjnie udawała samotną matkę, nie spodziewając się, że jej ukochana córka odkryje prawdę na temat swojego pochodzenia. Dwudziestego czwartego grudnia 2021 roku dotychczasowe życie Amandy i Louisy Travis legło w gruzach i mimo usilnych starań ze strony matki, Lou nadal nie potrafi wybaczyć jej kłamstw, jakimi karmiła ją niemalże przez całe dotychczasowe życie. Przejęła nazwisko ojca, a Jack Bass porzucił dla niej Australię, aby ponownie zamieszkać w Los Angeles i zająć się wychowaniem córki. Cała trójka wciąż nie do końca potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale starają się robić wszystko, aby jak najlepiej wypaść w tej grze i nie stać się pożywką dla wścibskich dziennikarzy. Zwłaszcza że Lou od dziecka sprawiała liczne problemy opiekuńczo – wychowawcze i pierwsze strony gazet nigdy nie były jej obce. Pytanie, czy ma to związek z jej czystą złośliwością, czy występującymi u niej zaburzeniami osobowości wciąż pozostaje dla wszystkich otwarte i nigdy nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi.

ZBRODNIA I KARA, KRZYWDA I ZEMSTA, WCZEŚNIEJ CZY PÓŹNIEJ, ALE ZAWSZE IDĄ W PARZE.

WIĘCEJ


Zła najczęściej nie da się naprawić; możemy je tylko pomścić.
Olivier Evans

INSTAGRAM
Liceum to zazwyczaj najgorszy okres w życiu nastolatka. Człowiek musi mierzyć się z licznym wyzwaniami - pierwsze zauroczenia, miłostki, przyjaźnie, bunt przeciwko rodzinie, nieustanne imponowanie grupie rówieśniczej i osiąganie wyników, które pozwolą dostać się na renomowaną uczelnie. Przypomina trochę sztukę, w której wszyscy mają z góry przydzielone role, a jemu trafiła się jedna z bardziej parszywych. Nigdy nie był wybitnym sportowcem, nie pochodził też z bogatej rodziny, a jedyne co miał, to matematyczny umysł, który sprawiał, że od początku mierzył się z łatką kujona. Nie lubili go, śmiali się z niego, dokuczali mu, upokarzali na każdym kroku, ale znosił to dzielnie, bo nie był sam, miał jego i zawsze mógł na niego liczyć. ON, mimo wszystkich okropności wokół, nieustannie był obok, idealnie go rozumiał, przechodził przez to samo i tylko dzięki niemu nie skończył ze sobą, kiedy jego głowa za sprawą kapitana drużyny rugby po raz kolejny wylądowała w ubikacji. Ich przyjaźń trwała od lat, planowali wspólne studia, karierę i pracę u swojego boku, nie myśląc o zakładaniu żadnej rodziny. Nigdy z nikim się nie umawiali, nie byli popularni, więc i tak żadna z dziewczyn nie zwracała na nich uwagi, wręcz przeciwnie, obydwoje byli ofiarami i dzięki temu, że mieli siebie, pogodzili się z tym. Wszystko było idealne, dopóki nie pojawiła się ONA. Nie planował tego, nie zamierzał się w niej zakochać, ale to było silniejsze od niego. Wiedział, że ten krok przekreśli wszystko, ale obsesja na jej punkcie kompletnie zaburzała jasność umysłu, przez co z czasem to ONA, niczego nieświadoma, stała się najważniejszą osobą w jego życiu. Teraz jednak, zarówno ONA, jak i ON, znajdują się na jego czarnej liście zemsty, a ich zdjęcia wiszą na tablicy w jego tajnym gabinecie, zaraz obok innych osób, które w czasach szkolnych zniszczyły mu życie. Dziś w niczym już nie przypomina kujona z liceum, a dzięki temu, że był wybitny z matematyki i informatyki, skończył studia na Harvardzie i stworzył aplikację, która dziś pozwala zarabiać mu miliony. Jest na szczycie, a ci, który kiedyś się nad nim znęcali, dziś mogą tylko błagać go to, aby móc dla niego pracować. Nie chce wracać do przeszłości, a jedyne, co przypomina mu o najgorszych czasach, to JEJ wisiorek, który ściska w dłoni za każdym razem, kiedy z dumą obserwuje, jak w okolicy płonie kolejny kościół.
Moonstress Codes

"Fill your heart with your dreams that will someday leap and soar into the sky."

Jej skóra nie nosi przykrych śladów przeszłości mimo zwariowanego dzieciństwa; gładka, blada karnacja po mamie, często się rumieni, nierzadko ubiera w dreszcze. Uwielbia słońce, natychmiast łapie złoty odcień i drobne piegi, gdy tylko mija zima. Riley wiecznie marznie, trochę straszne jej listopadowe wieczory i styczniowe mrozy, psioczy na nie jakby za to jej płacili, ale nigdy nie są one tak niebezpieczne, by sięgnąć głębiej do jej duszy. Jest ufna i pełna wiary w jutrzejszy dzień, w ludzi i ich dobre intencje. Swoją pracę traktuje bardzo osobiście i angażuje się w pełni w każdy przypadek, porzucając biurko na rzecz biegania na niebotycznie wysokich szpilkach po biurze. Wybacza za pierwszym, drugim i kolejnym razem bez wahania. Jest szczera, czysta i wciąż odrobinę naiwna.
Jej oczy, wyraziste, jasne isoczyście zielone, spoglądają na świat z uwagą, ostrożnością i ciepłem. Złote plamki na tęczówce intrygują i zapraszają, odbijając wszystkie kolory tęczy z równą intensywnością. Riley chłonie otoczenie niczym gąbka, brak jej jednak konsekwencji w wytrwaniu przy jednej rzeczy, kiedy wszystko pociąga tak samo i może dlatego właśnie co miesiąc ma nowe hobby. Jest uparta i ciekawa świata, chciałaby w tydzień poznać wszystkie jego cuda. Kiedy w coś się angażuje, oddaje całą siebie i nie czuje niesprawiedliwości, gdy w zamian otrzymuje tyle co nic.
Jej dłonie choć delikatne chwytają życie pewnie, szukając szczęścia bez desperacji, niewymuszenie, ale wytrwale. Tej kobiecie nie brak odwagi, choć zawsze okraszona jest ona sporą dawką rozsądku. Nie jest chciwa, ani zachłanna, jak każdy ma jednak swoje słabości, wobec których jest niedorzecznie uległa (nowa para butów na przecenie!). Uchodzi za twardą sztukę, która na stanowisku asystenta prawnego prosperującego wyżej zasiadła nie przez przypadek i nie mija się to z prawdą, choć akurat jej zasadniczość jest mistrzowską grą, pozwalającą zachować twarz i zyskać szacunek, o który długo walczyła.
Jej usta, zawsze rozkosznie uśmiechnięte, znajdują dobre słowo dla każdego, choć przed ciętym upomnieniem, czy ripostą w odwecie na złosliwość nie ma szansy czmychnąć. Jest sprawiedliwa i wyrozumiała, nie wstydzi się przyznać do błędu. Ma tendencję do brania na siebie większej liczby obowiązków, niż zdolna jest im sprostać przez poczucie ogromnej odpowiedzialności. Za bardzo angażuje się w pracę, której powierzyła więcej siebie, niż powinna, a jej cierpliwość gdy się wyczerpie (o co naprawdę ciężko), ukazuje surowe oblicze.
Jej krok jest lekki, pełen gracji i swobody. Długie nogi niosą ją pewnie niezależnie od tego, jak wysokie szpilki nosi, a choć urodziła się w Francji i przebywała w niej do czwartego roku życia, nim z rodziną nie wrócili do ojcowskich Stanów, nie lubuje się w beretach i pasiastych golfach, w których tak chętnie fotografują się Europejki. Ma szafę wypchaną po brzegi, wręcz pękającą w szwach, kilka kosmetyczek z których się wylewa mnóstwo błyszczyków i mieszkanie, w którym samotnie odpoczywa, kiedy nie bawi się z przyjaciółmi w klubie, nie bierze udziałów w debatach wpływowego ojca, którym się nie chwali, albo nie odpręża w hotelowym kompleksie spa. Śpi z dwoma odratowanymi od nieszczęścia psami i głową pełną marzeń, z którymi się nie dzieli.
I najważniejsze. Jej serce, które bije z mocą, jaka nawet ją samą zadziwia, za każdym potknięciem, zranieniem, rozczarowaniem, wydaje się coraz gorętsze. Ono walczy z rozumem, którym kobieta kieruje się w pracy i który chce rządzić zawsze. Ono sprawia, że Riley się nie zmienia mimo upływu lat i zawsze jest gotowa podjąć wyzwanie. To serce ma równy rytm, który niełatwo zaburzyć, ale któremu czegoś wciąż brak, choć ona nie jest pewna, czy gotowa jest zaryzykować kolejny raz tak, jak pięć lat temu, kiedy jej serce zostało rozerwane, a odpowiedzialność za to musiała wziąć na swoje barki. To serce jednak ma się dzisiaj dobrze i sprawia, że jutro wydaje się piekniejsze za każdym razem, gdy otwiera oczy.
Riley Gray
urodzona w środku lata 1999 • córka senatora i cenionej francuskiej chirurżki • paralegal w kancelari Walton & Miles • absolwentka NYU Law • wielbicielka dogtrekkingu i escape roomów
cześć i czołem :)
wizerunku użycza Hanna Schönberg.
kod wyczarowała niezastąpiona smoła, a w tytule Michael Bassey Johnson
zapraszamy oczywiście do wątków i zabawy! ♥

Baby, angels like you can't fly down hell with me

W ciszy letniego wieczoru, gdy słońce opuszcza niebo, wspomnienia budzą się w mojej pamięci. Czy pamiętasz te lata beztroskie, roześmiane usta i kolana obdarte po długich spacerach? A szczęśliwe oczy i wszystkie te chwile, które sprawiły, że nasze serca biły mocniej? Czy pamiętasz kiedy śmialiśmy się do łez, kiedy nasze marzenia wydawały się osiągalne, a miłość była silniejsza od wszelkich trudności? Jakże piękne byłoby to życie, gdybyśmy mogli wspominać momenty, których nigdy nam nie dałeś, albo zamienić na nie chociaż garstkę tych, od których pragnęliśmy się oderwać. Gdybyśmy mogli zapomnieć o ciężkiej dłoni na policzku, wymierzonej bezlitośnie w przypływie złości w nasze bezbronne twarze, albo o krwi brudzącej marmurowy gres, i o wrzasku, który wwiercał się w nasze uszy tylko dlatego, że tobie znowu coś się nie udało. Jakże piękne byłoby to życie, gdybyśmy mogli zapomnieć wszystko to, co zechciałeś nam dać, a potem spojrzeć w głąb naszych serc i nie widzieć tam ciemnych zakamarków, gdzie skrywają się przeklęte uczucia, które nie pozwalają nam spokojnie w nocy zasnąć. Nie bylibyśmy zamknięci w klatce twojego gniewu, ograbieni z wolności i szczęścia, i nie przepełniałaby nas nienawiść, trująca duszę i trawiąca serce. Nie musielibyśmy cierpieć i w tych chwilach, gdy doznawaliśmy największego bólu, odkrywać, jak silni i odporni jesteśmy. Nie musielibyśmy się bać, ona mogłaby żyć, ja mógłbym czuć. Mógłbym doznawać i dawać. Szanować. Nie niszczyć, by przetrwać. Kochać. Byłbym człowiekiem pełnym wiary, gotowym wybaczać. Wyrwałbym kartkę ze starym rozdziałem i wręczył ci nową, czystą jak łza, zapominając jak uparcie powtarzałeś, że dopiero na własnej skórze doznając bólu, zrozumiem prawdziwe znaczenie życia. I nie myślałbym o tym, że kiedy ona umierała, ty z pustym wyrazem twarzy powiedziałeś tylko, że co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Powiedz mi w takim razie, ojcze, czy jeżeli ty mnie nie zabiłeś, to znaczy, że teraz ja powinienem zabić ciebie?
Zayden Rowan Miles urodził się w Los Angeles w 1989 roku w pokoleniowej rodzinie prawników. Syn dwojga adwokatów, aktualnych właścicieli kancelarii Miles & Co założonej w 1956 roku, która w ostatnim czasie zasłynęła za sprawą producenta filmowego Harvey'a Weinsteina i niekończącej się listy jego wybryków. Adwokat procesowy specjalizujący się w prawie karnym i gospodarczym. Od 2024 roku oficjalnie w spółce z odwiecznym konkurentem ojca, Edwardem Waltonem, których kancelaria mieści się w budynku Wilshire Grand Center na 29 piętrze. Uzyskał tytuł licencjata na Uniwersytecie Loyola Law Marymount oraz tytuł dokotora prawa i Master of Laws na Uniwersytecie Stanforda. Właściciel posiadłości w dzielnicy Pacific Palisades przy Casale Road oraz apartamentu w The Beaudry. Kiedyś młodszy brat, dziś jedynak. Zapalony szachista i wielbiciel rysunku. W wolnych chwilach uprawia windsurfing i nurkowanie, a także boks. Z zasady nie bierze jeńców i łapówek, za to chętnie negocjuje z terrorystami. Oskarżyciel posiłkowy w sprawie byłego radnego miasta Los Angeles, José Huizara, który w 2024 roku został skazany na 13 lat więzienia za korupcję. Członek organizacji Innocence Project i aktualnie jeden z obrońców Scotta Petersona, skazanego w 2004 roku za zabójstwo pierwszego stopnia. Porusza się Porsche Panamerą.
     Edward Walton — wspólnik, urodzony w Los Angeles w 1970 roku. Adwokat w kancelarii Walton & Miles, który specjalizuje się w prawie gospodarczym i administracyjnym. Odwieczny konkurent Rowana Milesa, nie tylko na stopie zawodowej. W 2005 roku został wprowadzony do galerii sław prawników procesowych przez kalifornijską adwokaturę. Członek Międzynarodowej Akademii Prawników Procesowych. Jeden z prawników, który pozbawił Thomasa Girardiego, działacza Partii Demokratycznej, prawa do wykonywania zawodu.

    Robert Walton — prawnik w kancelarii Walton & Miles, urodzony w 1996 roku w Los Angeles. Student prawa na Uniwersytecie Stanforda. Ambitny uczeń, aspirujący do funkcji prokuratora. Syn Edwarda, z którym Zayden ma napięte stosunki.

    Rowan Jonathan Miles — znienawidzony ojciec, urodzony w Los Angeles w 1964 roku. Adwokat, aktualny współwłaściciel kancelarii Miles & Co. W 2007 roku, razem z Thomasem Girardim, należał do zespołu prawników, którzy wynegocjowali ugodę w wysokości 4,85 miliarda dolarów w imieniu tysięcy powodów, którzy skarżyli się na powikłania związane ze stosowaniem leku przeciwbólowego firmy Merck Vioxx. Uważa się, że była to największa osada narkotykowa w historii. Członek Międzynarodowej Akademii Prawników Procesowych. Obrońca Harvey'a Weinsteina.

    Gabriela Miles — adwokatka, urodzona w Los Angeles w 1968 roku. Matka, której nigdy nie było. Współwłaścicielka kancelarii Miles & Co. Aktualnie skupia się na prowadzeniu działalności i organizowaniu pracy biurowej.

    Tamara Miles — starsza siostra, która w 2012 roku, mając dwadzieścia pięć lat, popełniła samobójstwo. Studiowała prawo w Loyola Law School. Odeszła, bo zabrakło jej sił, nadziei i wiary, by walczyć przeciwko ojcu.
ZAYDEN MILES
criminal and economic law
Walton & Miles LLP
your
perfect
excellent
ruthless
wicked
dirty
lawyer

W mózgach naszych ucztuje demonów gromada, roi się i kotłuje niby glist miliony

Mówili: masz złote dłonie. A jednocześnie: jesteś za blisko. Słowami uznania łechtali ego, błagając, byś gmerał chirurgicznymi instrumentami w tkankach ich żon. Ojców. Sióstr. I dzieci. Byle nie swojego. Swojego szczęścia nie tykaj. Tym mózgiem zabawi się ktoś inny. Wyssawszy krew wydłubie koszmar spomiędzy zwojów i tętnic, pozostawiając przestrzeń na niezachwiany oddech. Bez cienia ryzyka, że niezawisłość decyzyjności zakołysze się na emocjonalnej szubienicy.
Powiedziała: potrzebuje ojca, a nie lekarza. Więc ograniczyłeś się jedynie do tego pierwszego. I wraz z jej mózgiem obumarło twoje serce.
Tymczasem ty: milczysz. Choćbyś bowiem rozszarpał paznokciami krtań, nie uwolni ona tego zagnieżdżonego na dnie płuc, druzgoczącego skowytu czystej rozpaczy. Katusze odrętwiałej męką duszy są niewyrażalne. Poniosłeś najwyższą karę. A teraz z chirurgiczną precyzją dbasz, by poniósł ją i świat. Albowiem się mylił.
 
KEITH LESSARD, 45 lat. Piekielnie utalentowany neurochirurg, przeklęty ojciec zmarłej przed laty siedmiolatki oraz od zgnuśniałych ośmiu trzeźwy rozwodnik-narkoman. Z uwagi na swoje przyjemne usposobienie, szeroko opowiadaną za jego plecami historię życia oraz awersję do pacjentów, w najbliższemu otoczeniu znany jest jako Doktor House. Bynajmniej nie szkodzi to jego renomie światowego eksperta w chirurgicznym usuwaniu glejaków III i IV stopnia oraz badaniom klinicznym, jakie w ich zakresie prowadzi.
 
[W tytule fragment wiersza Do czytelnika Charlesa Baudelaire'a, na wizerunku oczywiście David Tennant.
Lessard naturalnie nie zabija małych dzieci, po prostu jest wstrętnym skurwielem. Szukamy romansów z płciami wszelakimi i każdego, komu Keith może napsuć krwi. Aha, szukamy też chirurga, który zabił mu dziecko. Kontakt: rotted.angel@gmail.com.]

Baby, it's harder to breathe when you're gone

Isabella Greenwood

Bierze głęboki oddech,  powoli otwierając oczy. Jej skórę otula delikatny, ciepły wiatr, który wywołuje na ustach lekki uśmiech. W końcu pozwala sobie na ten gest, choć od długiego czasu tego nie robiła.  Od dłuższego czasu żyje spokojnie, z dala od tego, co było kiedyś. Jest w innym kraju, w innym mieście, jest zupełnie inną osobą, niż pół roku temu. Choć czuje ogromną tęsknotę za Rzymem, gdzie przyszło jej spędzić całe swoje życie, to nie ma zamiaru tam już nigdy wrócić. 
Los Angeles jest inne. Pełne ludzi, zgiełku i masy niespełnionych marzeń. Wśród nich jest też ona, w nieco lepszej sytuacji, bo po przyjeździe tu miała znacznie łatwiejszy start. Stawia jednak od nowa kroki, te same co kilka lat temu, kiedy przypadkowo rozpoczęła przygodę z modelingiem w rodzinnym kraju. Tu znów jest nowa, nieznana, z czystą kartą. Tu znów ma inne możliwości pokazania się, bycia zauważoną. Czerpie więc garściami z tego, co daje jej życie i możliwości znanego ojca. 
Bierze głęboki oddech, spoglądając przed siebie. Patrzy na piękny zachód słońca, na ludzi spacerujących po plaży, na zakochane pary. Znów zaczyna wszystko od nowa, ale już się nie boi. 

Dla większości Isa, tylko jedna osoba może nazywać ją Bella一 28 stycznia 2001 urodzona i wychowana we Włoszech córka znanego fotografa modowego oraz ekscentrycznej malarki w Los Angeles od pół roku 一 coraz bardziej rozpoznawalna modelka 一 uciekinierka 一  mieszkanie z widokiem na plażę, podarowane przez ojca napięte stosunki rodzinne 一 ta, która wkroczyła nagle do życia dawno niewidzianej siostry 一  powiązania

W tytule Maneskin i Valentine, na wizerunku Dove Cameron. Szukamy wszystkiego, wybredne nie jesteśmy i lubimy burzę mózgów. Zapraszamy :3

Damaged goods, send 'em back

Caleb Whitmore
Ostatnia klasa | Harvard-Westlake | Kapitan drużyny koszykówki | 31.01 | Syn gubernatora stanu California w latach 2017-21 oraz jego dawnej sekretarki pisarki 


Znacie ten typ. Czytacie o nim w książkach, widujecie go w serialach. Zazwyczaj jest kumplem protagonisty. Nawet nie najlepszym, tym dalszym, z którym główny bohater nieszczególnie się dogaduje. Tacy jak on nie zasługują na pierwszą rolę, chyba że mowa o dziele, które nie kończy się dobrze. 
To on patrzy wilkiem na tę nową dziewczynę i wytrąca jej książki z rąk. To on zabiera pierwszakom ubrania z szafek, gdy ci mają w-f. To on dręczy nauczycieli i nie pozwala im prowadzić lekcji według planu. Jeśli wasze ważne notatki zniknęły, bądźcie pewni, że od teraz on jest w ich posiadaniu. A podpalenie ogródka tej biednej staruszki na Long Beach to z pewnością również jego sprawka, bo on nie ma żadnych zahamowań.
Nigdy nie uśmiecha się szczerze, patrzy swoimi czarnymi oczami na ludzi tak długo i intensywnie, aż uciekają w popłochu, odczuwając zbyt wielki dyskomfort, żeby dalej z nim przebywać. W ustach zazwyczaj trzyma tlącego się papierosa, ale jego ubrania nie śmierdzą. Szkolny mundurek nosi wedle własnego uznania (o ile w ogóle ma go na sobie), nie udziela się na lekcjach, chyba że po to, by dosrać nauczycielowi, na testach nawet się nie podpisuje, a ostatni projekt od początku do końca zrobił w przedszkolu, gdy jeszcze myślał, że ma to jakikolwiek sens. Zdaje jednak z klasy do klasy bez większych problemów. Dlaczego, zapytacie? Bo dyrektor chce się go jak najszybciej pozbyć. Robi zbyt wiele bałaganu, nie zależy mu na niczym, a w dodatku jego ojciec mógłby z łatwością zmienić grono pedagogiczne na takie, które bez słów zrobi z Caleba geniusza na papierze. 
Istnieją dwie rzeczy, na których mogłoby mu zależeć, gdyby miał jakiekolwiek uczucia: koszykówka i ta jedna noc w szkole, którą organizuje raz do roku i tajemnicą poliszynela jest, że to on stał się pomysłodawcą. Dzień po rozpoczęciu roku urządza podchody, podczas których zdarzyć może się wszystko. 
Bo Calebowi nic się nie przytrafia. To on przytrafia się wszystkim.

Fc Kaden Hammond
Gang of four - Damaged goods
lukrowane.ciastko@gmail.com

Right now let's just runaway

 


Luna Myers-Collins
13.06.2003 | studentka stosunków międzynarodowych na UCLA | urodzona w Wielkiej Brytanii | córka byłej amerykańskiej korespondentki wojennej i emerytowanego brytyjskiego generała broni, obecnie ambasadora Wielkiej Brytanii w USA | podwójne obywatelstwo | przyszła pani premier | Panna Idealna

Oślepiający błysk fleszy towarzyszył jej jeszcze zanim wiedziała, czym jest aparat fotograficzny. Nienagannie ubrana, pięknie uczesana, Dziewczynka z Kokardką, tak określały ją media, bo matka nie wypuszczała jej z domu bez wpiętej we włosy różowej kokardki, jakby się obawiała, że bez tego elementu ktoś pomyli jej cudowną córeczkę z chłopcem.
A może chodziło o coś innego? Może Ona miała nadzieję, że ten maleńki rekwizyt sprawi, że jej córka będzie zbyt niewinna, żeby ją skrzywdził? W końcu nic tak nie krzyczy o słodyczy i niewinności jak białe falbaniaste sukieneczki i kokardki wpięte w jasne włoski.
Ale to nie miało znaczenia. Podarte falbanki, wyrwane włosy, siniaki na ciele, płacz do utraty przytomności. On nie zwracał uwagi na niewinność. On nie widział w niej dziecka i własnej córki. Dla świata ciepły i uśmiechnięty, kochający mąż i ojciec. Za drzwiami tyran, który potrafił bić i gwałcić tak, że fizycznie niemal nie zostawiał śladów. Manipulant i psychopata potrafiący obarczyć winą za swoje zbrodnie ofiarę. Wcześniej żonę, później córkę. Ona o wszystkim wiedziała, ale zamiast pomóc, cieszyła się, że jego agresja przestała skupiać się na niej. Odwracała wzrok od krwi i siniaków, udawała, że nie słyszy płaczu i krzyków. Uśmiechała się, stała ramię w ramię ze swoim mężem i czuła się szczęśliwa, bo w końcu to nie Ona cierpiała.
Nowy Jork miał być ucieczką, nowym początkiem. Ale On znalazł sposób. Zawsze go znajduje. Wolna fizycznie, uwięziona psychicznie. Pilna studentka, działaczka charytatywna, uśmiechnięta, pozująca do zdjęć z najznamienitszymi w całych Stanach Zjednoczonych.
Zamknięta, krucha, nieszczęśliwa. Z bliznami, które nigdy się nie zagoją. Z przeszłością, która nieustannie wraca do niej w snach. Zakładniczka własnego strachu, bo przecież wystarczyłoby powiedzieć nie.
Ale wtedy znowu będzie boleć. A ból jest tym, od czego uciekać będzie zawsze.

Isabela Merced, OneRepublic, lukrowane.ciastko@gmail.com

All the voices in my mind calling out across the line

 

Jacob 'Jake' Miller
25.09.2004
Kiedyś kapitan drużyny futbolowej Harvard-Westlake | Obecnie student UCLA | Złodziej, cwaniak i bajerant | Nie dostaje dobrych ocen za wiedzę | Nowobogacki | Hoduje marihuanę na własny użytek | Po co komu matka?

Jake uśmiecha się łobuzersko, a jego oczy wcale nie są niewinne. Wiecznie zjarany ziołem, czasami też pod wpływem mocniejszych substancji. Nosi podarte, poplamione ubrania, włosy ma w nieładzie, a na twarzy najczęściej widnieją ślady. Ślady walki z jakimś typem, który krzywo na niego spojrzał, bijatyki z najebanym ojcem… Różnie. Nie ma żadnych ambicji, włóczy się po ulicy, na lekcje chodzi tylko wtedy, gdy szkoła zgłasza nieobecność i zmusza go opieka społeczna. Nie jest idiotą, w domu ma luz, w żadnym innym ośrodku by go nie miał, więc nie walczy z urzędnikami. Przywykł do kradzieży, żeby mieć co jeść, do ucieczki przed wiatrówką (raz nawet oberwał; całą noc wyciągał śrut z nogi, a potem przez miesiąc nie mógł dojść do siebie), do podprowadzania portfeli staruszkom, bo on miał gorzej. Przywykł też do obcych dłoni na swoim ciele, bo łatwy zarobek okazał się znacznie bardziej kuszący niż wynoszenie jedzenia pod bluzą. Wystarczy nie myśleć, robić swoje, a potem cieszyć się kasą.
Jacob jest poważny i elegancki. Bez szemrania zakłada szkolny mundurek i prezentuje się w nim nadzwyczaj elegancko. Patrzy niewinnymi oczami na nauczycieli, uśmiecha się anielsko. Zawsze pomocny, zagaduje na szkolnych korytarzach do mniej popularnych dzieciaków, jeśli trzeba otworzy zaciętą szafkę i pożyczy notatki z angielskiego. Na treningach daje z siebie wszystko, motywuje drużynę, wspiera chłopaków całym sobą. Po każdym meczu dziękuje cheerleaderkom za występ, a w przerwach razem z nimi macha pomponami, śmieje się i wygłupia. W domu jest przykładnym synem, szanuje swojego ojca, nie drze kotów z macochą i jej córką. Udziela się w wolontariacie, każde święto dziękczynienia spędza w jadłodajni. Jest złotym chłopcem, wymarzonym synem i pasierbem, prawdopodobnie przyszłym rekinem biznesu, choć przez to, że jego ojciec wygrał na loterii, a nie dorobił się fortuny ciężką pracą, Jacob wciąż nie wie, czym będzie się zajmował. Do bólu wspaniały, mdły i nudny, idealny pod każdym względem.
A kim jest Miller? Miller jest sobą. Idealną mieszanką jednego i drugiego. Wspaniały chłopiec z niezbyt wspaniałym hobby, jakim jest sprzedawanie swojego ciała bogatym znudzonym mamusiom i tatusiom z fetyszem. Dobrze się kryje i zabezpiecza, dlatego wiecznie nosi przy sobie laptopa i nigdy nie dał się przyłapać na nagrywaniu. Zawsze o krok przed nimi, zawsze zadowolony z siebie, dumny z własnej przebiegłości. Kroczy pewnie, z podniesioną głową i uśmiechem na twarzy, bo wie, że ma ich wszystkich w garści.

fc Froy Gutierrez
Ed Sheeran - Bloodstream

Hold on to yourself, this is gonna hurt like hell

 Violet Brennan
30.06 | 26 lat
Panna Nietykalna | Posiadaczka sieci salonów piękności Candied Violet, które są pralnią brudnych pieniędzy | Absolwentka zarządzania na UCLA | Młodsza córka barona narkotykowego i bezwzględnego szefa mafii | Siostra starszego brata, następcy ojca | W liceum bohaterka skandalu związanego z sekstaśmą | Bezskutecznie odsuwana przez rodzinę od brudnych interesów | Uzależniona od adrenaliny w jakiejkolwiek postaci | Nie pamięta 11 lat swojego życia

Pchnięcie. Stłumiony jęk i łzy spływające po skroniach.
Pchnięcie. Krzyk i pragnienie, żeby to wszystko już się skończyło.
Pchnięcie. Tak bardzo chciałaby być nieprzytomna.
Pchnięcie. Jak długo jeszcze?
Pchnięcie. Pchnięcie. Pchnięcie.
Na filmiku nie widać cierpienia. Nie widać płaczu, wykrzywionej z bólu twarzy, błyszczących w ciemnych oczach łez. Słychać za to uderzenia ciała o ciało, słychać męski śmiech, jęki i przekleństwa. Słychać jej imię i nazwisko, kiedy chłopak z kamerą opisuje, co dzieje się w pokoju należącym do dziewczyny. W domu nikogo nie ma, więc postanowiła urządzić pierwszą w życiu imprezę. Miało być fantastycznie — morze alkoholu, basen, nieograniczony dostęp do prochów. Skończyło się katastrofą, kiedy po kilku drinkach poczuła się zmęczona, położyła się spać, a potem gwałtownie się obudziła, gdy jej bielizna została rozerwana na kawałki. Krzyczała, prosiła, płakała, ale zagrozili, że nagranie znajdzie się w internecie. Więc przestała krzyczeć i prosić, ale nie przestała płakać. Pamięta twarz każdego z nich, całej piątki, pamięta zapach ich perfum mieszających się z zapachem alkoholu i papierosów. Pamięta, który ściskał mocno jej nadgarstki, żeby się nie wyrwała, pamięta, który wdarł się w nią jako pierwszy. Bezlitośnie, szybko, chociaż wówczas była dziewicą. Pamięta ten strach w oczekiwaniu na wyniki, bo nie zawracali sobie głowy zabezpieczeniem. Pamięta szczęk narzędzi chirurgicznych, gdy lekarz wyjmował z jej łona dziecko, które nie mogło się urodzić. Pamięta wytykanie ją palcami, kiedy filmik trafił do internetu, a każdy uczeń otrzymał link z zastrzeżonego numeru. Pamięta wszystko, chociaż kolejne dni, miesiące do zakończenia roku zlały się w szarą plamę. Córka najgorszego człowieka w Nowym Jorku została rzucona na kolana, ugięła się pod ciężarem cierpienia i upokorzenia, ale musiała udawać, że wszystko jest w porządku, żeby ojciec o niczym się nie dowiedział. Bo pragnęła sama wymierzyć sprawiedliwość, choćby miała przy tym zginąć.
Odnalazła ukojenie w adrenalinie. Jazda motocyklem, skoki na bungee i ze spadochronem, wspinanie się po górach to tylko niektóre z pasji, którym się oddaje, gdy ma na to czas. Za dnia businesswoman, w nocy przeskakuje coraz wyżej w mafijnej hierarchii. Zabija bez mrugnięcia okiem i nie ma wyrzutów sumienia. Z czystego biznesu, który zafundował jej tatuś, zrobiła bezbłędnie funkcjonującą pralnię brudnej kasy z przemytu i sprzedaży prochów. Uśmiecha się do zdjęć, udziela wywiadów, przepuszcza spore sumy na organizacje charytatywne zajmujące się ofiarami gwałtów i samotnymi matkami w trudnej sytuacji. Z wierzchu idealna, wewnątrz zepsuta do szpiku kości.
Można by pomyśleć, że dała spokój ze swoją wendetą. I dała, nie ma na to czasu w codziennym życiu. Tylko w bezsenne noce, kiedy to wszystko do niej wraca, wchodzi do garderoby, w której ukryła jeszcze jedne drzwi; drzwi do pokoju z jej tajemnicami, z wszystkimi informacjami, które tak bardzo chce ukryć przed rodziną. Poluje, niczym najlepszy łowca. I nie spocznie, póki nie dosięgnie ich sprawiedliwość.


IT HAUNTS ME EVERY TIME I CLOSE MY EYES

Margaret Mackenzie
dla przyjaciół Meg • wciąż bez pomysłu na siebie • szkocka krew  córka Evelyn Miller, wdowy po Conallu Mackenzie, redaktorki naczelnej magazynu ELLE • zawsze pojawia się w nieodpowiednim czasie i w nieodpowiednim miejscu • taty praktycznie nie pamięta 

Śmierć wydaje się być jej wiernym przyjacielem. Nie odstępuje jej na krok. Jakby jej zimne dłonie zostały przytwierdzone na stałe do kruchych ramion Mackenzie. Najpierw tata, później babcia, najlepsza przyjaciółka, a ostatnio nawet tamten przystojniak na imprezie. Wdzięczyli się do siebie, a później chłopak miał pecha i nawciągał się trefnego towaru. Margaret nie przejmuj się, to przecież nie była twoja wina. Nie wcisnęłaś mu do rąk tamtych narkotyków, prawda? Śmierć taty, babci i przyjaciółki też nie miała żadnego związku z tobą. Chociaż, jak było z tatą? To zakazany temat, prawda?
To był gorący dzień. Miałaś pięć czy sześć lat. Gosposia podała ci lemoniadę, miałaś bawić się na basenie, a później mama miała zawieźć cię na urodziny do koleżanki. Miałyście być wszystkie księżniczkami. Miały być prawdziwe kucyki, tort oblany różowym lukrem i brokatowe kuleczki cukrowe. Uwielbiałaś te kuleczki. Tym razem ich nie zjadłaś. Opiłaś się taką ilością lemoniady, że rozbolał cię brzuch i zrobiło ci się niedobrze. Zamknęłaś oczy, bo chciałaś odpocząć, a kiedy je otworzyłaś... Conall Mackenzie był martwy, a pani policjantka pytała, gdzie znalazłaś broń. 
Akta tej sprawy nie istnieją. Wszystko zostało skrupulatnie pozamiatane. Do prasy zostało wydane oświadczenie mówiące o śmierci Conalla Mackenzie ze względu na zatrzymanie akcji serca przez skrzep blokujący tętnicę płucną. 
W którymś momencie zaczęła praktykować prostą i według niej logiczną zasadę: uczucia są złe. Uczucia do niej są złe, albo jej uczucia? Tego jeszcze nie odkryła, ale jedno jest pewne, na Margaret Mackenzie trzeba uważać, bo jej obecność często niesie za sobą kłopoty. Wielkie. Ale kto ich w Hollywood nie kocha, prawda?

 ✉: wyborowealoe@gmail.com

Midnights become my afternoons

Theo Sanders

właściciel prestiżowej restauracji Thyme z dwiema gwiazdkami Michelin 
miłośnik sztuki — elegancki gangster — nikt nie wie, ile dokładnie ma lat

Pamięta, gdy w środku nocy do drzwi ktoś zaczął się dobijać. Policja. Niektóre z obrazów stały się niewyraźne, jakby oglądane zza mgły. Czerwono-niebieskie światła odbijały się od szyb. Matka wpadła w histerię, a tata nigdy więcej nie wrócił do domu. Później był pogrzeb i czerń. Obcy ludzie zjawiali się w domu i sprawiali, że matka zaczynała myśleć trzeźwo. Miał dziewięć lat, kiedy jego ojciec zginął w wyniku postrzału. Miał dziewięć lat, kiedy przestał obchodzić matkę. Miał dziewięć lat, kiedy zrozumiał, że musi liczyć tylko na siebie. 

Swój biznes prowadzi od wielu lat, dbając o każdy najdrobniejszy szczegół. Personel chodzi jak w zegarku, jednak restauracja… Jest jego oczkiem w głowie, jest mu potrzebna, ale nie do tego, co wydaje się oczywiste. Jest przykładnym obywatelem. Udziela się charytatywnie, jest na wszystkich najważniejszych imprezach, nie opuszcza żadnego spotkania śmietanki towarzyskiej, dając wyraźnie znać o swojej obecności. Jednocześnie zna najgorszych typów znajdujących się w Los Angeles na stałe czy przejazdem. Jest kontaktem, jest łącznikiem, jest szyją sterującą głową. Nie brudzi sobie rąk, dyrygując swoimi ludźmi. Jednym spojrzeniem jest w stanie zdecydować o życiu lub śmierci. Trzyma w dłoni kieliszek szampana, lawirując pomiędzy najbogatszymi ludźmi tego miasta, a oni niczym idioci nie wiedzą, z kim tak naprawdę mają do czynienia. Nie jest jak oni, jego występkiem nie są oszustwa podatkowe. Siedzi znacznie głębiej. 

‘cause I feel like the city’s got the better of me

 
 Ledger S. Collins

15.12.97r • ten, który nigdy nie musiał się niczym przejmować • środkowy z rodzeństwa • najmniej lubiany syn • absolwent prawa na Stanford • dziesięcioletni plan, którego musi się trzymać • czarna owca rodziny • a jednak ten, który ma przejąć rodzinny biznes • chodząca tragedia, wstyd i hańba 

Ledger ma przejąć fotel prezesa. W pierwszej chwili, gdy ta wiadomość wychodzi na światło dzienne, zapada cisza. To żart, prawda? Upewnienia. Ledger S. Collins naprawdę przejmie stanowisko po ojcu. Sam wcześniej wspomniany nie wydaje się być zadowolony z takiego obrotu sprawy. Ta rola nie była przecież przeznaczona dla niego. Notowania na giełdzie drastycznie spadają. Ten ruch jest nie tylko dużym zaskoczeniem, ale… wydaje się być czystą głupotą. Przecież Ledger się nie nadaje. Zawsze o nim głośno, ale nigdy w odpowiednim tonie. Robi zawsze to, co mu się podoba, nie zważając na konsekwencje, nie myśląc o tym, co powie ojciec, jak odbije się to na firmie, jak bardzo będą wkurzeni członkowie zarządu. Dla Ledgera liczy się jedynie on. Nikt więcej. Nic więcej poza swoją satysfakcją, rozrywką i poczuciem, że spędza życie dokładnie tak, jak mu się podoba. Do czasu. Bo ojciec stawia twarde warunki, ale Ledger… Ledger S. Collins naprawdę zajmuje fotel prezesa. 

Sky is the limit

NC