właściciel prestiżowej restauracji Thyme z dwiema gwiazdkami Michelin
miłośnik sztuki — elegancki gangster — nikt nie wie, ile dokładnie ma lat
Pamięta, gdy w środku nocy do drzwi ktoś zaczął się dobijać. Policja. Niektóre z obrazów stały się niewyraźne, jakby oglądane zza mgły. Czerwono-niebieskie światła odbijały się od szyb. Matka wpadła w histerię, a tata nigdy więcej nie wrócił do domu. Później był pogrzeb i czerń. Obcy ludzie zjawiali się w domu i sprawiali, że matka zaczynała myśleć trzeźwo. Miał dziewięć lat, kiedy jego ojciec zginął w wyniku postrzału. Miał dziewięć lat, kiedy przestał obchodzić matkę. Miał dziewięć lat, kiedy zrozumiał, że musi liczyć tylko na siebie.
Swój biznes prowadzi od wielu lat, dbając o każdy najdrobniejszy szczegół. Personel chodzi jak w zegarku, jednak restauracja… Jest jego oczkiem w głowie, jest mu potrzebna, ale nie do tego, co wydaje się oczywiste. Jest przykładnym obywatelem. Udziela się charytatywnie, jest na wszystkich najważniejszych imprezach, nie opuszcza żadnego spotkania śmietanki towarzyskiej, dając wyraźnie znać o swojej obecności. Jednocześnie zna najgorszych typów znajdujących się w Los Angeles na stałe czy przejazdem. Jest kontaktem, jest łącznikiem, jest szyją sterującą głową. Nie brudzi sobie rąk, dyrygując swoimi ludźmi. Jednym spojrzeniem jest w stanie zdecydować o życiu lub śmierci. Trzyma w dłoni kieliszek szampana, lawirując pomiędzy najbogatszymi ludźmi tego miasta, a oni niczym idioci nie wiedzą, z kim tak naprawdę mają do czynienia. Nie jest jak oni, jego występkiem nie są oszustwa podatkowe. Siedzi znacznie głębiej.

